kontakt czołowy

Autor: Stanisław Kwiatkowski, Gatunek: Poezja, Dodano: 14 maja 2018, 09:51:46

 

zderzyłem się z człowiekiem

w wieku trzech lat

wjechałem w niego rowerem

to moje pierwsze wspomnienie

 

być może było nim

olbrzymie drzewo

wiejskie podwórko

owoce w kupkach

 

gdyby nie pamięć

po dziś dzień

czułbym się gruszką

Komentarze (7)

  • Bez pamięć, bo nie chce mi się tłumaczyć, proszę pomyśleć.

  • Beata, myślę i myślę, i wymyśliłem to:

    Byłem mały. Siostra Małgorzata trochę większa i silniejsza. Latem woziła mnie nad rzekę rowerem. Czasami na motorowerze, ale tylko wtedy, gdy udało się go wykraść ojcu z szopki, tzn. pożyczyć na dwie godziny. Siedziałem na ramie odmawiając mantrę pt. ramo, ramo żelazna, dlaczego jesteś taka twarda, a ty siostro, siostro moja jedyna, nie mogłabyś tak pedałować odrobinę szybciej. Jazdy na bagażniku nie brałem pod uwagę, ponieważ miesiąc wcześniej wkręciłem stopę w szprychy. Gdy zobaczyłem żywą kość obdartą ze skóry, pierwszy raz w życiu zemdlałem na oczach matki, bo to ona wiozła mnie wtedy z kościoła. A ja, uradowany, że mam już za sobą ten koszmar, beztrosko machałem nogami, aż mnie pokarało. Nadmiar szczęścia bywa bolesny.

    No więc, pewnego razu, gdy wracaliśmy wykąpani, pachnąc trzciną i wodorostami zajechali nam drogę koledzy Małgorzaty. Takie dryblasy, z mózgami wielkości orzechów włoskich, rozgarnięci jak gnój po polu. Jeden z nich, na nasze nieszczęście, miał komplet kluczy przy swoim bicyklu, w razie gdyby mu sprzęt nawalił. Siostra coś tam do nich pysknęła, żeby nas puścili, że jesteśmy głodni, bo woda wyssała z nas wnętrzności itp. Oczywiście im się to nie spodobało, więc ten, który miał klucze, wyjął je z pojemnika i rozkręcił nasz żółciutki rower na części, podczas gdy dwaj pozostali trzymali nas w objęciach. Darłem się i płakałem, że popsują nam środek lokomocji, a Gośka wyzywał ich od ciuli, ćwoków i chamów. Do domu wracaliśmy na piechotę. Siostra niosła ramę, a ja dwa koła. Do przejścia został kilometr.

  • "Kontaktowo" przypomniała mi się scena z filmu,- przypomniałam sobie :),-to musiała być zbyt drastyczna scena dla mnie, jako dziecka,- taka konkluzja.

    Też włożyłam stopę w szprychę roweru, ale z wiózł mnie tata, -zahamowaliśmy, dramat, bo tata jakby poleciał do przodu, -nie wiem dlaczego jednak to nie był dramat, bo jak to sobie przypominam nie doświadczam nieprzyjemnych skojarzeń.

    Miłego dnia, dziękuję za odpowiedź.

  • Kontaktowo do Twoich wspomnień.

  • Wzajemnie Beata, baw się dobrze.

  • Lekko, z humorem o czymś bardzo istotnym, o obudzeniu się świadomości, o obudzeniu się poczucia swojej odrębności, że jest się sobą - kimś, kto ma swoją hiostorię, ma swoje miejsce w życiu, swoją rodzinę i innych ludzi dookoła siebie (olbrzymie drzewo, wiejskie podwórko, owoce w kupkach). Nagle otworzyło się myślenie i się zobaczyło się.
    "Coś" z miąższem i ogonkiem nagle "ujrzało" i stało się "kimś".

  • Super. Świetnie napisane.

    Tak, to wiersz o narodzinach. Nie w szpitalu, nie na łóżku, tylko w kucki, pod gruszą :)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się