Jest coraz gorzej

Autor: Stanisław Kwiatkowski, Gatunek: Proza, Dodano: 07 lutego 2019, 09:39:39

 

Po wczorajszym obiedzie u Krzyśka i Małgosi, ledwie trzymam się na nogach. Wzięliśmy ze sobą piętnaście schabowych, gar zupy grzybowej, zero siódemkę, wino, frytownicę, 5 litrów oleju... Oni mieli surówkę, ziemniaki w plasterkach i sok jabłkowy skaleczony suszoną śliwką. Objedliśmy i opiliśmy się jak bąki. Nie pamiętam czym odleciałem do domu. Mondeo, czy Fiestą? Przeżyłem, ale dziś zdycham. 

 

Są Zaduszki. Piątek. Do pracy idę na piechotę. Z oczywistych względów nie mogę jechać samochodem. Przyjemny spacer. Mży kapuśniaczek, a ze mnie paruje. Jest ciepło. Ulica Miła. Mnóstwo „met” w nieremontowanych od lat kamienicach. Skręcam w Struga. Dochodzę do przejścia dla pieszych i palcem dotykam żółtego pudełeczka z wyświetlaczem, na którym pojawia się komunikat: Proszę czekać. Wstrzymuję oddech, ponieważ kątem oka zauważam zbliżającą się kobietę z parasolem. Jest piękna. Niesamowicie zgrabna. Bardzo szybko spuszczam wzrok na płytki chodnikowe, mimochodem zahaczając o chropowatą nawierzchnię ścieżki rowerowej. Nie chcę jej spłoszyć. Ma nogi sarenki. Napięte pęciny. W momencie zagrożenia gotowe przeskoczyć jednym susem dwie jezdnie, przenosząc jej duszę w bezpieczne miejsce. Symetryczne łydki i uda tworzą całość wprost proporcjonalną do pośladków, od których spojrzenia nie są w stanie oderwać stojący na światłach nierzadcy uczestnicy kolizji drogowych. Twardo próbują trzymać się kierownicy, ale bez najmniejszych trudności dostrzegam jak puszczają wodze fantazji. Błądzą po mieście opętani ruchem jednokierunkowym, aż w końcu lądują w ślepej uliczce. Nie ma wyjścia, trzeba jechać dalej. Przedstawienie skończone.

 

Kobieta przeszła tuż za mną, muskając plastikową końcówką ramienia parasolki moich pleców i zatrzymała się obok. Zrobiło się gorąco. Elektrycznie. Zapaliło się zielone. W normalnej sytuacji ruszyłbym z kopyta, jak to mam w zwyczaju, jako pierwszy wkroczyłbym na „zebrę” i popędził przed siebie, ale nie teraz. Pozwoliłem, aby szła przede mną. Najwyraźniej nigdzie się nie śpieszyła, więc i mi bardzo szybko przestało zależeć na czasie. Podobnie jak inni ludzie, nie mogłem oderwać od niej fotozmysłu. Rozkoszowałem się ekspresją bioder. Panowie zerkali z podziwem i pożądaniem, a zazdrosne panie przechodziły po pasach w zawiść. Gotowe wydłubać sobie oczy, byleby na nią nie patrzeć. W ich poszerzonych źrenicach można było dostrzec pytanie: Dlaczego natura dla jednych jest łaskawa, a dla innych okrutna?

 

Po piętnastu sekundach znaleźliśmy się na drugiej stronie ulicy. Garstka ludzi się rozproszyła. Została już tylko ona i ja, dwa kroki za nią. Białe spodnie precyzyjnie opinały każdy centymetr kwadratowy powierzchni jej niekończących się kończyn. Buty na koturnie nadawały sylwetce elastyczności. Sprężynowały kasztanowe włosy, spływając pokrętnymi falami na skórę w czerwono-brązowym kolorze. Chyba nie miała majtek. A jeżeli już, to były przeźroczyste albo niewidzialne. Zastanawiałem się, jak ma na imię, choć nie miało to najmniejszego znaczenia. Była ponadczasowa, nadprzyrodzona i nierzeczywista. Szczupła postać bez najmniejszego problemu mogłaby wypełnić opasłe, trzytomowe tomiszcze, które Malraux poświecił sztuce. Zjawiła się nagle, nie wiadomo skąd i dokąd zmierzało jej ciało.

 

Miałem zamiar ją dogonić, podejść normalnie, i zapytać: Cześć Bambi. Jestem Stanisław. Masz chwilę? Pójdziemy na kawę? Jednak nieznajoma raptownie skręciła na przystanek linii nr 17, a ja, o mało nie zwichnąłem kostki. Zniosło mnie na krawężnik. Brakowało pół metra, a wpadłbym na maskę kolejnej piękności, tym razem, jadącej szybkim autem marki Audi TT RS z silnikiem benzynowym o pojemności 2,5 litra. Dziewczyna zza szyby pogroziła mi pięścią, uśmiechnęła się i odjechała z piskiem. Byłem pełen podziwu dla tarcz hamulcowych, bo ja, nie czułem żadnych oporów przed upadkiem.

 

Nim się obejrzałem, kobieta w białych spodniach zniknęła w drzwiach autobusu. Tak po prostu. Nie mogłem pozwolić, by odeszła w niepamięć.

Komentarze (1)

  • nudne, płaskie, wyidealizowane i sobie pogrywa, na stereo (typach)

    trochę to mi przypomina opowieść kolegi, który się owacyjnie zachwycał ponoć świetnym filmem, a jak się zapytałam o czym jest, to odpowiedział, że „brał ją i z tyłu i z boku” ;)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się